W składzie drużyny był…

W składzie drużyny był kapitan wojsk pancernych, karykaturzysta, bibliotekarz… 11 reprezentantów Polski. Oto Cracovia AD 1921. Pierwszy mistrz Polski w futbolu.

W 1921 po raz pierwszy udało się wyłonić najlepszą drużynę w Polsce (rok wcześniej przeszkodziła wojna polsko-bolszewicka). Inny niż dziś był jednak wówczas system rozgrywek. Najpierw grano bowiem w regionach, a dopiero potem odbywał się turniej finałowy. System ligowy wprowadzono dopiero w 1927 roku, a wtedy po prymat sięgnęła Wisła Kraków (Pasy do rywalizacji nie przystąpiły), nie brak więc pod Wawelem zwolenników teorii, jakoby wcześniejsze sezony nie powinny być uznawane za pełnoprawne i to Białej Gwieździe należy się tytuł pierwszego mistrza Polski w historii.

To tylko typowo krakowskie targowisko. Nie winą Pasów jest przecież sposób wyłaniania mistrza. Zresztą nim w 1921 roku awansowali do turnieju finałowego, w rozgrywkach regionalnych poważnie utarli wiślakom nosa. Wygrali i na ich stadionie (3:0) i na własnym (5:0). Porażki bolały wiślaków, bo już wtedy derby Krakowa miały swoją renomę, a kibice Pasów częściej mieli powody do radości, bo dysponowali po prostu silniejszą drużyną.

Z Cracovii do Barcelony

Nic dziwnego, że w 1921 roku przez rozgrywki krakowskiej klasy A Pasy przebrnęły jak burza. Wygrały wszystkie sześć meczów, bilans bramek 33:3 potwierdza ich całkowitą dominację w Krakowie. Wisła zajęła miejsce trzecie, za Makkabi i przed Jutrzenką. Z innych grup regionalnych, do fazy finałowej dostały się Polonia Warszawa, Warta Poznań, Pogoń Lwów i ŁKS Łódź. I właśnie te cztery drużyny przystąpiły do walki z Cracovią o tytuł pierwszego mistrza Polski.

Krakowianie od początku byli faworytem. Małopolski gród był, wraz ze Lwowem, kolebką polskiego futbolu. Pasy w pierwszej kolejce pokonały w Krakowie Pogoń Lwów 2:0 i rozpoczęły zwycięski marsz. Z ośmiu spotkań nie wygrały tylko jednego, remisując 2:2 z Wartą w Poznaniu.

Trenerem tej ekipy był Węgier Imre Pozsonyi. Już samo posiadanie trenera było wyjątkowe, bo w tamtych czasach wiele drużyn całkiem nieźle radziło sobie bez pomocy szkoleniowca. Węgier był wybitnym fachowcem. Gdy skończył pracę z Pasami, trafił do… Barcelony. Słynny kataloński klub prowadził w latach 1924-25 sięgając z nim po Puchar Hiszpanii oraz mistrzostwo Katalonii. Niedługo potem wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Tam zmarł w 1932 w ubóstwie i zapomnieniu.

Łącznikiem między trenerem, a drużyną był Tadeusz Synowiec. Opaskę kapitańską ubierał nie tylko w klubie. Gdy jesienią 1921 reprezentacja Polski rozegrała debiutancki międzypaństwowy mecz, to właśnie Synowiec został pierwszym kapitanem biało-czerwonych w historii. Wybór nie mógł jednak dziwić, bo polska drużyna składała się w tym meczu z siedmiu Pasiaków, zresztą w późniejszym czasie szansę debiutu w kadrze otrzymało czterech innych mistrzów Polski 1921. Tak bardzo Cracovia dominowała wówczas krajowy futbol. Ale trudno się dziwić, Pasy potrafiły przecież nawiązać równorzędną walkę z profesjonalistami z Budapesztu czy Wiednia.

Dwóch obrońców i wystarczy

Tyły pierwszych mistrzów Polski zabezpieczała para Ludwik Gintel – Stefan Fryc, uchodząca wówczas za najlepszą defensywę w kraju (młodszym czytelnikom warto zapewne zwrócić uwagę, że w latach dwudziestych dominującym ustawieniem było 2-3-5). Ten pierwszy był największym wesołkiem w zespole, brylował w udawaniu trenera Pozsonyi’a czym w przerwie meczów doprowadzał kolegów z boiska do niezwykłej wesołości, bez względu na aktualny wynik spotkania. Pod koniec kariery został przesunięty do ataku i… wywalczył koronę króla strzelców. Po wybuchu wojny, przez Rumunię, uciekł do Palestyny. Osiadł w Tel-Awiwie, gdzie w 1973 roku zginął śmiercią tragiczną. Będąc w obliczu śmiertelnej choroby, wyskoczył z okna mieszkania siostry.

Fryc, na boiskach ligowych cieszący się opinią bezwzględnego kosyniera, należy do grona mistrzów Polski AD 1921, które nie przetrwało II Wojny Światowej. Okoliczności jego śmierci są owiane tajemnicą. Wiadomo, że zginął w Warszawie, gdzie przeniósł się w trakcie okupacji, by wstąpić w szeregi Armii Krajowej. Według jednych źródeł, został rozstrzelany w 1943 roku, według drugich, zginął rok później, w trakcie Powstania Warszawskiego.

W trakcie II Wojny Światowej zginął także Leon Sperling. “Maleńki lewoskrzydłowy Sperling, wołany “Muniu”, umiejący tak sprytnie wymanewrować dryblingiem przeciwników, że cała widownia rechotała ze śmiechu” – napisał o nim Henryk Vogler. Szczycił się tym, że przez całą karierę nie tknął głową piłki. Członek ekipy na Igrzyska Olimpijskie w Paryżu w 1924 roku. W 1939 roku wyjechał do Lwowa, zabrał się za trenerkę, w grudniu 1941 roku rozstrzelany przez hitlerowców w tamtejszym getcie.

Śmierć w wigilię

Wojny nie przetrwało także trzech innych zawodników. W 1921 Eugeniusz Latacz miał raptem 16 lat, a już stał w bramce Pasów. Grę w piłkę łączył z pracą w Bibliotece Jagiellońskiej. W styczniu 1943 roku aresztowany na ulicach Krakowa, zginął pięć tygodni później w Auschwitz. O miejsce w bramce bił się z o 18 lat starszym Gustawem Rogalskim, który miał masę innych talentów, był świetnym rysownikiem, znanym w Krakowie karykaturzystą, wydawcą czasopism “Karykatury” i “Rogaty”. W wigilię Bożego Narodzenia 1939 roku rozstrzelany przez Niemców w krakowskich Przegorzałach.

Trzeci z bramkarzy, Stefan Popiel, a więc ten, który między słupkami stał najczęściej, o ojczyznę walczył podczas wojny polsko-bolszewickiej, porucznik Wojska Polskiego, dwukrotnie odznaczony Krzyżem Waleczności. On natomiast zmarł jeszcze przed IIWŚ. Stało się to w w grudniu 1927 roku w niewyjaśnionych okolicznościach, najprawdopodobniej zamordowany przez bandę rzezimieszków.

W trakcie ulicznej awantury zginął Bolesław Kotapka. W nocy z 24 na 25 kwietnia 1922 roku został zasztyletowany, po tym jak stanął w obronie rannego brata. Na pogrzeb prawego łącznika przyszło około 4 tysiące ludzi. Jego bilans w Cracovii jest imponujący (84 bramki w 66 meczach!), a z pewnością byłby jeszcze bardziej okazały, gdyby nie tragiczna śmierć w wieku 24 lat. “Śmierć ś.p. Kotapki w r. 1922 powoduje obniżenie poziomu gry ataku Cracovii” – odnotował w swoich wspomnieniach Józef Kałuża.

Smutny koniec spotkał także świetnego napastnika, Adama Koguta (w turnieju finałowym 4 bramki w 6 meczach). Kapitan wojsk pancernych w 1940 roku zginął w Katyniu… Rok po wywalczeniu tytułu mistrza Polski, popadł w tarapaty. Nie mogąc pogodzić się z decyzją sędziego w trakcie meczu z Wawelem, zaczął mu ubliżać, nie przerwał nawet wtedy, gdy otrzymał czerwoną kartkę. Ostatecznie mecz został przerwany, a Kogut zawieszony. Kara została anulowana dopiero po 8 miesiącach, Kogut na boisko jednak nie wrócił, bo trzy dni później upadł podczas jazdy na rowerze i złamał obojczyk.

Pierwszy taki napastnik

Na pieńku z sędziami miał także Zygmunt Chruściński. W 1932 zaatakował sędziego liniowego… wślizgiem. W Cracovii grał przez 15 lat i okres ten zakończył z trzema tytułami mistrzowskimi na koncie. Pasy nie składały się jednak wyłącznie z raptusów. Gdy pokrzywdzony poczuł się Stanisław Cikowski, postanowił… zakończyć karierę. Stało się to w 1925 roku, gdy obrońca Pasów został uderzony w trakcie meczu derbowego przez piłkarza Wisły, Władysława Kowalskiego. Wiślak został za ten czyn zawieszony na 12 miesięcy, co Cikowski uznał za karę zbyt niską i na boisko już nie wrócił. W tym samym roku odebrał dyplom doktora wszech nauk lekarskich, a IIWŚ spędził jako lekarz szpitala wojskowego w Przemyślu.

Piłki nigdy nie rzucił za to Stanisław Mielech odpowiedzialny w Cracovii za ataki prawym skrzydłem. Wiele do zawdzięczenia mają mu kibice Legii, bo to właśnie piłkarz Cracovii zaproponował taką nazwę dla nowo powstającego klubu. Wiele do zawdzięczenia mamy mu wszyscy, bo był prawdziwym człowiekiem renesansu. Żołnierz Legionów, współtwórca polskiej ligi piłkarskiej, doktor prawa, dziennikarz, pisarz, obrońca polskich interesów Polski w Wolnym Mieście Gdańsku, dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych… W 1921 w turnieju finałowym Mistrzostw Polski rozegrał 7 meczów, w których zdobył 3 bramki. Był pierwszym polskim napastnikiem, który potrafił dryblować będąc w pełnym biegu.

Niewiele jest w tym gronie zwyczajnych biografii. Trzech innych złotych medalistów z 1921 roku, trafiło później do Wisły. I za każdym razem działo się to w atmosferze skandalu, bo po prostu inaczej się nie dało. Pomocnik Tadeusz Styczeń przeniósł się na drugą stronę Błoń, bowiem w Cracovii nie dostał… obiecanych butów. W tym samym roku do Wisły trafił Aleksander Pychowski. W mieście mówiło się, że został przekonany wizją otrzymania darmowego mieszkania, najwyraźniej mocno go to zabolało, bo postanowił się bronić i na łamach “Przeglądu Sportowego” wyjaśnił swoje motywy. Otóż z Cracovii uciekł, gdyż klub “rządzony jest faktycznie przez nieliczny szereg jednostek pochodzenia żydowskiego […] społecznie i etycznie niżej stojących jednostek”.

W 1921 w kadrze Cracovii był też Jan Reyman, młodszy brat Henryka, legendy Wisły. Do Pasów trafił przez przypadek, nic więc dziwnego, że w 1925 roku znów przywdział koszulkę z białą gwiazdą na piersi.

Z łąki do zespołu mistrza Polski

Błyskawiczną karierę zanotował za to Henryk Limanowski. Jeszcze wiosną kopał piłkę na Błoniach nie będąc zawodnikiem żadnego klubu. W czerwcu został piłkarzem Cracovii, we wrześniu wystąpił w jednym spotkaniu turnieju finałowego Mistrzostw Polski, a w październiku mógł już chwalić się złotym medalem!

Ze złotej drużyny Cracovii wyłoniło się aż trzech późniejszych selekcjonerów reprezentacji Polski. Obok wspomnianego już Synowca, w 1948 roku kapitanem związkowym PZPN (tak to się wówczas nazywało) został Zygmunt Alfus. Po 5 meczach został jednak odsunięty od stanowiska, nie wszystkim podobało się jego żydowskie pochodzenie, padł ofiarą politycznych rozgrywek na szczytach władzy PRL-owskiego sportu.

Selekcjonerem został także najwybitniejszy piłkarz z tego grona, Józef Kałuża. W 1921 roku w 14 meczach zdobył 24 bramki (!), ale liderem zespołu Pasów został nieco później, w zespole spędził 15 lat, zamykając ten okres liczbą około 400 goli. Środkowy napastnik z niezwykłą smykałką do zdobywania bramek, jako selekcjoner prowadził Polskę na Igrzyskach Olimpijskich w 1936 (4. miejsce) oraz podczas Mistrzostw Świata 1938 (pamiętny mecz z Brazylią, przegrany 5:6). Jego następcy mogli tylko pomarzyć o takich wynikach.

W trakcie II Wojny Światowej, jako jeden z nielicznych członków PZPN, pozostał w kraju. W 1944 pokonała go ciężka choroba, w tym czasie w Krakowie nie można było dostać odpowiednich leków. Dziś jego nazwiskiem nazwany jest stadion Pasów oraz ulica przy której stoi. Czy dziś wśród piłkarzy walczących o mistrzostwo Polski jest choć jeden człowiek, który zasługiwać będzie na takie zaszczyty?

#cracovia #pilkanozna #historia #ekstraklasa