Powtarzam się, ale jeszcze…

Powtarzam się, ale jeszcze raz: największym skandalem w polskiej piłce jest to że samorządy, ze środków publicznych, płacą pieniądze dorosłym facetom za to że grają w piłkę nożną przed, zazwyczaj, garstką kibiców. Przecież to jest chore. Jeśli wyjdzie coś dobrego z koronawirusa toto że to się skończy, a kluby poniżej I ligi przejdą na grę amatorską.

Dzisiaj biorę na tapetę Radomiak Radom, który od tego obecnego sezonu gra w I lidze, wg tego co donosi prasa wraz z awansem wzrósł budżet z 3,5 mln do 8 mln. Skąd taki nagły wzrost? Z biletów?

W rundzie jesiennej na Radomiaka przychodziło średnio 3857 osób, zakładając że tyle samo przyszłoby (w niedokończonej) rundzie wiosennej, w całym sezonie na 17 meczach 1.ligi klub zgromadziłby ponad 65 tys. widzów, bilet 25-30 zł, wychodzi ok. 2 mln złotych. Do 8 mln jednak trochę brakuje. Kto dorzuci resztę? Sponsorzy? No tak, jeden główny – miasto.

Nie wiem czy wiecie ale miasto #radom tak funduje sportowcom miejskich klubów stypendia. I tak np. skądinąd może znany Patryk Mikita dostaje od miasta 10 000 zł. Piłkarz który odbił się od jakiejkolwiek poważnej gry (Legia, Widzew, Chojniczanka, Hamilton Athletic) kilka razy, dostaje sobie od miasta od tak 10 kafli. Co ciekawe sezon temu dostawał 4 000 zł. Tak samo 32-letni Brazylijczyk Leandro dostaje 15 000 zł, przed sezonem 5 000 zł. 200% podwyżki? Czemu nie, przecież to publiczne, czyli niczyje.

Żeby nie było w innych dyscyplinach jest jeszcze lepiej, fiński koszykarz Rosy Radom Carl Lindbom dostaje od miasta 28 000 zł. Miesięcznie. Musi być zajebisty.

Niech to wszystko pizdnie w końcu. Ekstraklasie salary cap, pensje = 50% dochodów, dotacje publiczne tylko na szkolenie młodzieży. Chcesz zarabiać lepiej – za granicę. Nie chce ci się grać za bonusy i dojazd – są inne zawody. Przecież nikt nie powiedział że II, III albo IV liga muszą być zawodowe.

#pilkanozna #ekstraklasa #koronawirus #wkurwilemsie #polska