Czytam, co się ostatnio…

Czytam, co się ostatnio dzieje w Lechu i mam wrażenie, że Adam Nawałka potrzebuje urlopu. Najlepiej, jakby wyjechał gdzieś daleko na pół roku. Odpoczął, wyspał się w końcu, odciął od mediów i dopiero wrócił.

I to już nawet nie chodzi o wyniki. Przykład pierwszy z brzegu – Łukasz Trałka. Przez lata stał się synonimem sportowej nieudolności Lecha. Na dziesięciu kibiców Lecha zapytanych o to, kto powinien odejść z klubu, ośmiu pewnie wskazałoby Trałkę jako pierwszego (dwóch pozostałych zaczęłoby pewnie mówić o Legii, przekupnych sędzach i Legii, która przekupuje sędziów). Tymczasem wczoraj rzecznik prasowy Lecha, Maciej Henszel, napisał że Adam Nawałka zgłosił chęć… przedłużenia kontraktu z Trałką.

Gdybyście w towarzystwie Adama Nawałki powiedzieli na krzesło „krzesło”, to Nawałka powiedziałby, że (zarówno w ofensywie, jak i defensywie) jest to stół. Gdybyście powiedzieli, że Vujadinović jest chujowy i do niczego się nie nadaje, to Adam Nawałka w najbliższym okresie przygotowawczym nie sprowadziłby żadnego nowego stopera i wokół Vujadinovicia budował defensywę. Gdybyście powiedzieli, że przy złym wyniku Gytkjaer i Żamaledtinov powinni grać obok siebie, to Adam Nawałka zdjąłby jednego i wpuścił drugiego, żeby tylko nie grać na dwóch. I tak dalej…

Adam Nawałka kontra cały świat. A właściwie Adam Nawałka kontra przekonanie o własnej nieomylności. Próbujący na siłę udowodnić, że wie i widzi więcej, więc postawi na swoim. Dlatego tyle czasu próbował gry pięcioma obrońcami w kadrze, dlatego powoływał Peszkę i Mączyńskiego, dlatego po meczu z Japonią i kompromitującej końcówce mówiący o zrealizowanych założeniach i niskim pressingu.

Myślę, że to, co wyżej wymienione, jego upartość i przekór, jest nawet gorsze od wszystkich tych fiksacji, z których jest znany. Zaczynając od cofającego autokaru, po za duże jabłka w La Baule.

#pilkanozna #ekstraklasa #lechpoznan