Tyle jebanie na Mioduskiego,…

Tyle jebanie na Mioduskiego, ale to co odjebał w tym sezonie z transferami to majstersztyk. Legia zarobiła prawie 20 mln euro od lata, a nie można powiedzieć żeby kadra jakoś ucierpiała na tym.

Sprzedaż Kulenovicia za 1.6 mln euro to majstersztyk, koleś w Dynamie przez całą rundę zebrał łącznie 30 minut. Carlitosa można było może sprzedać nieco drożej, ale i tak klub jest na plusie. Niezgoda to świetny napastnik, ale strasznie kontuzjogenny, teraz wyszły problemy z sercem, więc 4 mln za niego to dobry interes. Majecki zostaje do końca sezonu, więc jest czas na znalezienie następcy. Na pewno talent, ale raczej nie skali Boruca czy Fabiańskiego, a w Legii już się raczej by bardziej nie rozwinął, ostatnio złapał stagnację. 7 mln, rekord ligi, dobry deal. Tak samo Szymański, też był czas go sprzedać, 5.5 mln euro, dobry interes, a jego dziura w kadrze nie została.

A przyszli Wszołek, Gvilia, Luquinhas, za darmo lub nie duże pięniądze, a nie są przecież starzy i można ich jeszcze sprzedać.

#legia #pilkanozna #ekstraklasa

92/100 W ramach dzisiejszej…

92/100

W ramach dzisiejszej okejki polecam ten wpis kolegi @dzerald który nie wiadomo czemu nie wrzucił tego jako okejki ( ͡° ͜ʖ ͡°)
https://www.wykop.pl/wpis/47047487/z-olbrzymim-niepokojem-obserwuje-to-co-sie-dzieje-/

Nie ma nic złego w pasjonowaniu się polską piłką ʕ•ᴥ•ʔ

#ekstraklasajestokay #ekstraklasa #pilkanozna

Ten Marcos Alvarez to niezły…

Ten Marcos Alvarez to niezły kozak. Chyba szykuje nam się nowa gwiazda ligi.
To że jest najlepszym strzelcem ósmej drużyny 2.Bundesligi już wiedzieliśmy.
Podpisał kontrakt z Cracovią obowiązujący od lipca.
Wiele źródeł w tym słynny Jankekx89 pisze że najprawdopodobniej uda się go ściągnąć w najbliższych dniach.
Pomimo to Alvarez wychodzi dzisiaj w pierwszym składzie i robi piękna asystę w stylu Janusza Gola

Nie tacy gracze odbijali się od Ekstraklasy ale zapowiada się wyśmienicie.
#cracovia #ekstraklasa #transfery

Z olbrzymim niepokojem…

Z olbrzymim niepokojem obserwuję to co się dzieje w okół naszej kochanej #ekstraklasa . Z wielu stron płynie hejt. Emerytowani piłkarze tacy jak Wojciech Kowalczyk, Artur Wichniarek lub redaktor Kołodziejczyk otwarcie plują na polską ligę. W przestrzeni publicznej słychać coraz więcej głosów mówiących „zaorać tę ligę”. Choć nadal przyciąga przed telewizory największą publikę to pojedyncze mecze Barcelony z Realem czy Bayernu z Borrusią zdecydowanie ją pokonują. Coraz więcej kibiców zostaje przejętych przez ligi top 5. Mecz Barcelona Real oglądało prawie 700k Polaków. Cztery razy więcej niż Włochów i dwadzieścia dwa razy więcej niż Brytyjczyków!
W naszym kraju umiera kultura kibicowania. 3.Bundesliga nadal przyciąga tłumy pomimo podobnego lub niższego poziomu piłkarskiego. Kiedyś polski kibic dopingował swoją lokalną drużynę i sympatyzował zagranicznej. Dla obecnego pokolenia serce bije tylko dla jednej drużyny i jest to najczęściej jeden z dwudziestu klubów regularnie występujących w LM.
Spora w tym zasługa TVP. Licytują się z komercyjnymi stacjami na oglądalność pomimo tego, że biorą pieniądze z reklam, abonamentu i potężnych dotacji rządowych. Nie interesuje ich misja popularyzacji polskiego sportu. Mają prawa do Pucharu Hiszpanii i Włoch. Nie mają praw do pierwszej ligi, Polskiej ligi hokeja i koszykówki. Przez wiele lat TVP nie transmitowała Ekstraklasy. Włosi nie odczują tych pieniędzy. Dla polskich lig te pieniądze mogłyby dać olbrzymiego kopa finansowego i zwiększyć zainteresowanie.

Kompletnie nie rozumiem niskich frekwencji na stadionach. Rozumiem, że poziom piłkarski nie jest satysfakcjonujący ale trzeba pamiętać, że oglądanie nawet słabego widowiska na stadionie generuje olbrzymie emocje. Jesteśmy krajem w którym atmosfera na meczach jest niesamowita. To nie liga hiszpańska gdzie 50k ludzi siedzi i je słonecznik. U nas również można jeść słonecznik. Oprócz tego można śpiewać, tańczyć, zjeść kiełbasę, oglądać oprawy, spotkać się ze znajomymi. Można zabrać dzieci. Na sektorach rodzinnych są płace zabaw, animatorzy i atrakcje. Mecze są bezpieczne. Oprócz pojedynczych przypadków jak Derby Krakowa od wielu lat nie było interwencji policji. To wszystko na pięknych nowoczesnych obiektach i wydając śmiesznie niskie pieniądze. Karnet na cały sezon można w większości przypadków kupić za około 300zł. Nie wyobrażam sobie aby raz na dwa tygodnie nie wybrać się na mecz.

„Jesteśmy narodem, który nie interesuje się piłką. Tylko gadamy, ale jak trzeba iść na stadion, zapłacić 20 zł i nawet powyzywać piłkarzy to nam się nie chce.” Michał Probierz

Kolejną smutną rzeczą jest to, że gdy dobry piłkarz gra w Polsce to mało kogo to interesuje. Piątek, Bednarek, Niezgoda, Klimala to szrot. Dopiero po odejściu jak grzyby po deszczu wyrastają kibice Genoi, Milanu, Celticu czy Southamptonu. Regularnie sprzedajemy piłkarzy do topowych lig. Mamy wielu utalentowanych zawodników. A.Buksa, Rakoczy, Płacheta, Bida i Białek mają przed sobą ciekawe kariery. Warto cieszyć się nimi zanim wyjadą. Wszyscy są kibicami reprezentacji a nie zdają sobie sprawy, że bez Ekstraklasy nie będzie kadry. Prawie każdy reprezentant grał w naszej lidze. Obecnie gra mnóstwo przeszłych kadrowiczów.

Czasy są trudne i pora zapomnieć o podziałach. Jedziemy na tym samym wózku. Musimy wspólnie pracować dla dobra naszej ligi. Wpajamy młodzieży lokalny patriotyzm. Zarażamy znajomych polską piłką. Zabierajmy na mecze kolegów i rodzinę. Plusujmy Bartoniemu codzienną okejkę dla Ekstraklasy 😉

„Od dawna bardzo serio powtarzam kolegom z trybun, że trzeba robic swoje, zapisywać sobie w głowie bardzo dobrze kazdą oprawę i szykować, że pokolenie po nas zamknie interes. A wspomnień nie zabiorą”
Jakub Olkiewicz

Za 9 dni startuje runda wiosenna. Idź na mecz. Będziesz bardzo zadowolony. Dopiero w domu dowiesz się, że oglądałeś paździerz. Wtedy też będziesz zadowolony bo szydera jest nieodłączną atrakcją Ekstraklasy.

#ekstraklasa #pilkanozna #reprezentacja #seriea #laliga #premierleague

91/100 Kupiłem sobie…

91/100

Kupiłem sobie ostatnio Tropico 6. Wszystkim polecam, dużo lepsze niż 5. Jako, że w tle leci klimatyczna muzyczka, a kolejni obywatele poświęcają się, żeby rosło ono w siłę to nabrałem ochoty na statystyczne sprawdzenie wszystkich zawodników, którzy kiedykolwiek grali w Ekstraklasie, a mieli obywatelstwo, któregoś z państw karaibskich.
Lecimy.

1. Curaçao:
Gino van Kessel.

2. Haiti:
Wilde-Donald Guerrier
Kevin Lafrance
Emmanuel Sarki

3. Kostaryka:
Felicio Brown Forbes
Junior Diaz

4. Portoryko
Shawn Barry

Tylko 7 nazwisk. Niewiele, ale i tak więcej niż się spodziewałem. Mamy tutaj głównie ananasów, ale parę nazwisk na pewno kojarzycie. Zacznijmy jednak od pierwszego z, czyli Gino van Kessela.

Kibice Lechii raczej go pamiętają, bo do najtańszych nie należał, a nawet miał być jednym z wartościowszych zawodników zagranicznego zaciągu. W końcu strzelał w zbliżonej do naszej lidze słowackiej, a nie poradził sobie w klubie, który u nas pewnie byłby mistrzem co roku, czyli w Slavii Praga.
W Lechii też mu nie wyszło, w trakcie pobytu w Gdańsku więcej razy zagrał dla własnej reprezentacji niż dla Biało-Zielonych. Skończyło się na 3 meczach i 0 bramkach.

Dalej jest jednak ciekawiej. Na dzikiego Donalda w Krakowie zapewne patrzy się z utęsknieniem. Najbardziej dawał się we znaki Franciszkowi Smudzie, ten jednak wciąż na niego stawiał. No i chyba na dobre wyszło, bo 75 meczów dla Wisły i 20 goli i 6 asyst jako skrzydłowy to dorobek całkiem niezły (choć tych asyst mogłoby być więcej). Później pograł w Tureckiej Super Lig, a stamtąd trafił do Karabachu, z którym zresztą zagrał w Lidze Mistrzów. Całkiem udana kariera.

Kevin Lafrance to zawodnik bardziej szrotowaty, ale jednak te kilka (-naście) meczów w Widzewie zagrał. No i potem pograł sobie w AEL-u Limassol z Ligi Cypryjskiej, a stamtąd trafił nawet do APOEL-u, więc wydaje się, że trochę się w tym czasie rozwinął.
Podobnie jak Guerrier jest podstawowym zawodnikiem swojej reprezentacji.

Emmanuel Sarki zdecydowanie nie dorównał Donalodowi. Ani pod względem swojego pobytu w Wiśle, ani w późniejszej karierze. W Ekstraklasie 69 meczów, 2 gole i 11 asyst. Obecnie w Odrze Wodzisław, a przecież aż tak stary jeszcze nie jest, żeby nie móc pograć na wyższym poziomie.

Felicio Brown Forbes to zawodnik, którego w Ekstraklasie dalej możemy oglądać. W Koronie się wcale tak dobrze nie prezentował, w 19 meczach ledwo 3 bramki i asysta. Coś jednak do musiało przekonać do niego działaczy Rakowa, zaryzykowali i patrząc po jego grze w tym sezonie – opłacało się. W 12 meczach 5 goli i asysta w drużynie, która przede wszystkim chce się utrzymać. Całkiem nieźle. A reprezentacyjnie? Niestety bez szału. Poza grą w juniorskich kadrach Niemiec nie ma zbytnio się czym pochwalić. Metodą na farbowanego lisa chciał pojechać z kadrą Kostaryki na mundial 2014, ale mu nie wyszło.

Junior Diaz to kolejny Wiślak w tym zestawieniu. Zarazem chyba najbardziej udana kariera ze wszystkich, które są tu opisane. 86 meczów dla Wisły i 3 mistrzostwa, 81 meczów dla kadry Kostaryki, grał z powodzeniem dla FSV Mainz w Bundeslidze i SV Darmstadt. Takich zawodników z tego regionu nam brakuje, ściągajcie ich więcej krakowiacy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Shawn Barry. Co to był za ananas xD. 5 meczów dla Korony to 6 za dużo.

Nie ma nic złego w pasjonowaniu się polską piłką ʕ•ᴥ•ʔ

#ekstraklasajestokay #ekstraklasa #pilkanozna

90/100 To już w zasadzie…

90/100

To już w zasadzie pewne, że Radosław Majecki pobije rekord transferowy Ekstraklasy. Bramkarz Legii ma ponoć przejść do AS Monaco za 7 milionów euro + milion w bonusach + 10% od kwoty kolejnego transferu.

Przypomnijmy więc sobie za jakie pieniądze odchodzili rekordziści do tej pory i czy im te transfery wyszły na dobre.

1. Jan Bednarek – 6 milionów euro
Ten zawodnik na pewno nie ma czego żałować. Jeszcze niedawno grał w Górniku Łęczna (Lubelszczyzna jest mu wdzięczna), a dzisiaj gra w Premier League i jest najlepszym polskim strzelcem w historii tych rozgrywek. Chwilę po tym jak odszedł do Anglii dostał powołanie na mundial, a dzisiaj jest obok Kamila Glika naszym najlepszym środkowym obrońcą. Transfer udany.

2. Adrian Mierzejewski – 5,25 milionów euro
Lata mijają, a Mierzejewski dalej jest 3 najdrożej sprzedanym zawodnikiem w historii ligi. Transfer majstersztyk Wojciechowskiego, a zarazem smutny zwiastun upadku samej Polonii. Kariera? Całkiem udana, ale chyba wszyscy liczyli, że po przejściu do Turcji zrobi w końcu krok naprzód tj. na Zachód. Mierzejewski wybrał jednak petrodolary i i puchatkojuany i w sumie ciężko mu się dziwić. W kadrze nigdy nie pokazał nic wielkiego, a za Nawałki nie dostał szansy. Ocena? Trochę szkoda.

3. Bartosz Kapustka – 5 milionów euro
Pamiętacie jaki to był szał? Mistrzowskie Leicester, całkiem niezłe mecza na Mistrzostwach Europy, wpisy Linekera na Twitterze. A potem? Brak gry, powołania mimo to i próba odbudowania go. Potem doszły jeszcze kontuzje i dzisiaj jest to kariera kompletnie stracona, a Kapustka pałęta się, a to po jakiejś 2 lidze belgijskiej, a to po rezerwach Leicester. Kompletna katastrofa.

4. Robert Lewandowski – 4,75 miliony euro
To niesamowite, że za Lewandowskiego większe pieniądze dostał Znicz Pruszków niż Borussia Dortmund. Bayern też go raczej będzie trzymał tak długo jak się tylko da. Istnieją więc poważne przesłanki, żeby myśleć, że pieniądze, które za Lewego dostał Lech będą również największą kwotą za jaką kiedykolwiek Robert gdzieś przejdzie. O samej karierze nie ma co pisać, chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że transfer do Borussi wyszedł Lewandowskiemu na dobre ( ͡° ͜ʖ ͡°)

5. Łukasz Fabiański – 4,35 miliony euro
Solidny bramkarz, który jest w stanie zaakceptować rolę numeru dwa zawsze się przydaje. I w tej roli spełniał się całkiem dobrze w Arsenalu (choć był moment kiedy grał na tyle źle, że dostał przydomek Flappyhandski, więc wicie rozumicie, różnie z tym bywało). Jego kariera rozkwitła jednak kiedy przeszedł do klubów gorszych, walczących o utrzymanie gdzie często jest najlepszy na placu. W reprezentacji również gra dobrze, a patrząc na mecze Szczęsnego w Juventusie fani Fabiana często mogą mówić, że „Fabiański by to złapał”. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

6. Dawid Janczyk – 4,2 miliony euro
On miał być naszym Lewandowskim zanim o Lewandowskim ktokolwiek usłyszał. Skończyło się jednak na przegranej i przepitej karierze. Od ok. 10 lat walczy z alkoholizmem, największy problem polega jednak chyba na tym, że sam o tym nie wie. Ostatnio widziany w FC Blaubeuren gdzie jednak szybko z niego zrezygnowano. Szkoda chłopaka.

#ekstraklasajestokay #ekstraklasa #pilkanozna

Ja kiedyś przez chwilę grałem…

Ja kiedyś przez chwilę grałem w nogę z Lewandowskim. A było tak:
Pracowałem swego czasu w hotelu Sheraton jako recepcjonista. Któregoś dnia do Poznania na zgrupowanie przyjechała polska kadra w piłce nożnej i chcieli się u nas zakwaterować na nocleg. No i wszystko spoko, ja po kolei odbieram od każdego dokumenty i przydzielam pokoje, od trenera, członków sztabu, piłkarzy, aż w końcu przyszła kolej na Lewandowskiego. Ten sięgnął ręką do kieszeni… i nagle zamarł.
– O cholera, gdzie są moje dokumenty?? – jęknął i zaczął energiczniej macać się ręką po kieszeniach. – Kurde, chyba mi gdzieś wypadły…
– No to przykro mi – odpowiadam uprzejmie – ale nie mogę pana wpuścić do środka.
Lewy na to zbladł, ale zaczął energiczniej przeszukiwać wszystkie kieszenie w spodniach, kurtce, potem przetrząsnął plecak, sprawdził wszystko jeszcze raz i na koniec rozłożył bezradnie ręce.
– Ale chyba mnie pan wpuści do środka, co? – poprosił i się uśmiechnął blado.
– Niestety nie mogę tego zrobić, dopóki nie zobaczę dokumentów – tym razem to ja rozłożyłem bezradnie ręce.
– Ale ja jestem Lewandowski!
– A ja Kowalski. Miło mi.
– Ej no kurwa… – Lewandowski zaczął się niecierpliwić. – Przecież jestem znany w całej Polsce, gram w Lechu Poznań, musisz gościu mnie kojarzyć.
– A ja wiem, czy ty jesteś prawdziwy Lewandowski? – odparłem. – Może się tylko pod niego podszywasz?
Lewy już wkurzony chciał coś powiedzieć, ale w tym momencie pozostali piłkarze, widząc z daleka, że coś się dzieje przy recepcji, podeszli do nas i pytają co jest grane. Gdy im wyjaśniłem całą sytuację, zaczęli mnie jeden przez drugiego przekonywać, że to przecież prawdziwy Lewandowski i żebym sobie nie robił jaj.
– Sorry chłopaki, ale bez dokumentów go nie mogę wpuścić. Taka praca.
Po chwili pojawił się trener Smuda.
– Co tu się kurwa wyprawia? – rzucił od razu. – Czemu jeszcze nie siedzicie w pokojach?
– A bo panie trenerze, Lewy zgubił dokumenty – wyjaśnił któryś z piłkarzy.
– A ja bez dowodu tożsamości go nie mogę zameldować – dodałem.
– No, ale przecież to jest Lewandowski! – krzyknął Smuda.
– Może tak, może nie. Muszę mieć pewność.
– No żesz kurwa, ja pierdolę – załamał się trener.
W tym momencie do hotelu dziarskim krokiem weszli prezes PZPN Grzegorz Lato i sekretarz generalny Zdzisław Kręcina. Obaj już lekko podchmieleni.
– Opowiem wam kawał – zaproponował od progu prezes Lato, uśmiechnięty od ucha do ucha. – Co jest mniejsze od piczki komarzycy? Chuj komara, bo musi w nią wejść! – dokończył i zarechotał głośno.
Ale oprócz niego zaśmiał się tylko Zdzisiek Kręcina.
Nie takiej reakcji spodziewał się Grzegorz Lato.
– A co tu kurwa za atmosfera jak na stypie? – zapytał zdziwiony.
– A bo tu się zrobiła sraka z dokumentami, panie prezesie – wyjaśnił trener Smuda.
– Jaka znowu sraka? – zdumiał się prezes. – Mówcie, do chuja wafla!
No to mu wszyscy powiedzieli, w czym problem.
– Ale przecież to naprawdę jest Lewandowski – krzyknął prezes Lato, a Zdzisiek kręcina czknął pijacko, chyba na znak aprobaty.
– Bez dokumentów nie mogę niczego zrobić – wyjaśniłem po raz kolejny, wywołując kolejną falę bluzgów ze strony piłkarzy i działaczy.
Grzegorz Lato był już wyraźnie wkurwiony.
– Dawać mi tu kurwa kierownika tego kurwidołka! – zagrzmiał donośnie – Może on coś poradzi na ten pierdolnik!
Robiło się już niezłe zamieszanie. Po chwili pojawił się kierownik i z miejsca odebrał wiązankę bluzgów od prezesa PZPN, po czym, cały czerwony na twarzy, krzyknął do mnie:
– Co ty tu do cholery odpierdalasz? Nie widzisz, co się dzieje? Zaraz nam tu media wparują i będzie dym na całą Polskę! Zamelduj wreszcie tego Lewandowskiego bo inaczej postaram się, żebyś przez najbliższe 10 lat nie dostał posady nawet babci klozetowej!
– Sorry szefie, ale nie mam żadnego dowodu, że to naprawdę on.
– No przecież to chyba widać do cholery! – kierownik był równie wkurwiony, co inni. – Co ty, meczów i reklam nie oglądasz?
– A bo ja wiem, czy to nie jakiś sobowtór? – zapytałem filozoficznie.
– No kurwa mać! – powiedzieli chórem kierownik, prezes Lato, sekretarz Kręcina, trener Smuda i piłkarze, nie wyłączając Lewandowskiego.
Ale ja byłem nieugięty.
– No i co tera kurwa zrobimy? – zmartwił się trener Smuda.
– Napijmy się! – zaproponował Zdzisław Kręcina.
– Dobra myśl, Zdzisiu! – podchwycił ochoczo Grzegorz Lato i widać było, że na tę myśl humor mu się poprawił. – A wy przetrząśnijcie plecaki, bagaże, nawet cały pierdolony autokar i znajdźcie te jebane dokumenty, choćbyście je mieli wyciągnąć z dupy murzyna! – zakończył, po czym zamówił u mnie kolejkę (oprócz recepcjonisty jestem też barmanem i to ja wydaję klientom alkohol), po czym wziął pod rękę Kręcinę i skierował się w stronę jednego ze stolików.
Kierownik zawołał ochronę i w porozumieniu z trenerem Smudą kazali im przeszukać cały autokar, w tym czasie też każdy z piłkarzy i działaczy gdzieś gorączkowo dzwonili, próbując ustalić, gdzie się mogły podziać dokumenty Lewego. W międzyczasie prezes Lato i sekretarz Kręcina zamówili jeszcze kilka kolejek, a po jakimś czasie dosiedli się do nich terener Smuda, piłkarze i reszta sztabu. Przy recepcji został jedynie Lewandowski.
– Ja chyba też się napiję – oświadczył, mocno zmęczony. – Setka wódki dla mnie! – zażądał.
– A 18 lat jest skończone? – zapytałem podejrzliwie.
Lewandowski aż się zachłysnął powietrzem na te słowa.
– No przecież, że tak i to już dawno! – odpowiedział oburzony.
– W takim razie poproszę dowodzik. – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
– No żesz kurwa! – krzyknął Lewandowski wkurwiony na maksa. – Przecież go zgubiłem!
– Nie ma dowodu, nie ma alkoholu. – uśmiechałem się do niego szeroko.
Lewandowski spiorunował mnie spojrzeniem.
– Spierdalaj! – powiedział w końcu. I udał się do wolnego stolika, do końca wieczora siedząc tam o suchym pysku.
Po kilku godzinach zakończono poszukiwania. Bez rezultatu. Żadnych dokumentów nie znaleziono.
– I co my teraz kurwa zrobimy? – zafrasował się Franciszek Smuda. – Lewy powinien wypocząć bo jutro gramy ważny mecz towarzyski z Czechosłowacją.
– Z Czechami – poprawił go któryś z piłkarzy.
– A jeden chuj! – machnął ręką zniecierpliwiony trener.
Wszyscy patrzyli po sobie, nie wiedząc co dalej zrobić.
– To może się napijemy? – zasugerował sekretarz Kręcina.
– Świetna myśl, Zdzisiu – podchwycił prezes Lato. – A Lewego może upchnie się do jakiegoś wolnego pokoju?
Zajrzałem w papiery.
– Niestety, chyba już takiego nie mamy – powiedziałem. – To znaczy, jest jeszcze jeden nieobsadzony, bo klient jeszcze nie odebrał do niego kluczy. Jakiś Lewandowski.
– To może ja go wezmę? – zapytał z nadzieją Lewandowski.
– W porządku – zgodziłem się. – Tylko najpierw poprosze jakiś dokument tożsamości.
– No żesz kurwa… – westchnęli chóralnie wszyscy.
– Proponuję w takim razie skoczyć do knajpy i się napić… – rzucił Zdzisław Kręcina. – A potem możemy…
– Wiem! – przerwał mu Lewandowski. – Chyba nareszcie znalazłem rozwiązanie! – I zwrócił się do mnie: – Zagramy mecz, jeden na jednego. Ja kontra ty. Jeśli wygram, to mnie w końcu wpuścisz do tego pierdolonego hotelu!
– Sorry Robert, ale naprawdę nie mogę… Obowiązują mnie procedury…
– Chuj z procedurami! – skonstatował już mocno podchmielony Grzegorz Lato. – Zdzisiu, polej no.
– Pewnie boi się, że ze mną przegra. – Lewandowski patrzył na mnie wyzywająco.
I kurde, wjechał mi gość na ambicję! A chuj tam! Lewandowski czy nie, honoru bronić trzeba! Niech mu będzie.
Zaczęliśmy ustalać szczegóły, ale że robiło się już ciemno, postanowiliśmy zagrać na oświetlonym boisku, konkretnie na stadionie Lecha. Wprawdzie Lewy na nim grał regularnie, a ja w ogóle, ale stwierdziłem, że dam mu fory.
Udaliśmy się zatem na miejsce, Grzegorz Lato i Zdzisiu Kręcina pogadali z kim trzeba, jedną albo dwie kolejki i wszystko załatwili. Stadion został otwarty, światła włączone, no a ja i Lewy wybiegliśmy na murawę. On miał koszulkę z napisem „Lewandowski”, ale mnie to nie ruszało, w końcu to o niczym nie świadczy. Taką koszulkę można se kupić w pierwszym lepszym sklepie z koszulkami.
Mediów nikt nie zawiadamiał, na trybunach zasiedli jedynie piłkarze i działacze ze sztabu.
Ustaliliśmy, że ja i Lewy zagramy mecz na jedną bramkę, przeprowadzając akcję na zmianę, raz ja, raz on, a cały mecz będzie trwać 10 minut i kto strzeli więcej goli, wygrywa. Tylko 10 minut, bo wszyscy byli już głodni i zmęczeni, a sekretarz Kręcina skarżył się jeszcze głośno, że zapomniał wziąć z hotelu alko i go teraz suszy jak skurwysyn.
Zaczęła się gra i co tu dużo gadać, to nie był ewidentnie dzień Lewego. Grał spięty i stremowany, bo w końcu stawka wysoka, rzucał się na murawę, robił wślizgi, nawet próbował faulować.
Wszyscy z trybun gorąco go dopingowali. Zwłaszcza Franciszek Smuda.
– Lewy, wyjeb tą piłkę! – ryczał z trybun, budząc śpiącego w pijackim amoku Zdzisia Kręcinę. – Uderz prosto! Omiń go! Nie opierdalaj się!
– A idź pan w chuj! – warknął w odpowiedzi wkurwiony Lewandowski.
Ostatecznie ojebałem go 5:1. A honorową bramkę strzelił mi dopiero w samej końcówce, w ostatnich sekundach meczu. Gdy schodziliśmy z murawy, Lewandowski szedł ze spuszczoną głową. Był cały umorusany w błocie, a nastrój miał ewidentnie paskudny. Postanowiłem go pocieszyć.
– Słuchaj Robert, nie przejmuj się. W sporcie porażki też się zdarzają. Może skoczymy na jakieś piwko? Ja stawiam.
– Spierdalaj! – warknął w odpowiedzi i udał się w swoją stronę.
Po chwili pojawił się przy nim trener Smuda.
– Co tu kurwa miało być? – zapytał wściekły. – Już nawet Adamiakowa by lepiej zagrała!
– A weźcie się wszyscy odpierdolcie! – wrzasnął rozgoryczony Lewandowski. – Zobaczycie, że jeszcze zrobię karierę, o jakiej wam się nie śni! Będę trenował dniami i nocami i zostanę jednym z najlepszych piłkarzy w Europie! Przy okazji ustanowię rekordy, do których nikt się nawet nie zbliży, a wam wszystkim gały wyjdą na wierzch z wrażenia! Jeszcze mnie popamiętacie, wredne knury! – zakończył i zaczął biec sprintem w stronę wyjścia.
– Czekaj! – zawołałem za nim. – A może wymienimy się koszulkami?
W odpowiedzi Lewy tylko pokazał mi faka, nie przerywając biegu. Po chwili zniknął nam z oczu.
Więcej już go nie spotkałem.
Tej nocy Lewandowski spał pod mostem. Dowiedziałem się o tym od pana Miecia, miejscowego żula, który codziennie rano przeszukiwał śmietniki w okolicy hotelu, w którym pracuję. Jak mówił pan Mieciu, siedział sobie wczoraj jak co wieczór w parku razem ze Stachem i Kazkiem i popijali nowego siarkofruta, a tu nagle z krzaków wyszedł jakiś młody, ale brudny, obdarty i rozczochany gośc i mówi, że chciałby się przekimać na którejś z ławeczek. Pan Mieciu mu na to kulturalnie, że sorry ziomuś, ale tu wszystkie ławki są zajęte i nie ma już wolnych miejscówek.
– Ale panowie, ja jestem Lewandowski! – zaprotestował młodzian.
– A ja jestem Mieciu – przedstawił się żul.
– No kurwa! Lewandowski, ten piłkarz jestem. Z telewizji!
– My nie mamy telewizji. Poza tym masz na to jakiś dowód? Jakiś, nie wiem, dokument czy coś?
Lewandowski na te słowa wkurwił się strasznie, zbluzgał wszystkich i poszedł spać pod okoliczny most.
Następnego dnia udał się prosto pod stadion, gdzie spotkał się z resztą ekipy i zagrali mecz z Czechami. Oczywiście przejebali go 0:3, ale po tym, co przeżyli dzień wcześniej, wszyscy ten wynik i tak mieli głęboko w dupie. Może poza trenerem Smudą, który opowiadał w mediach wkurwiony, że za chwilę Euro, a my tu gramy srakę i pewnie przejebiemy w fazie grupowej z Czechosłowacją i Związkiem Radzieckim.
Po meczu cała kadra udała się na lotnisko. Ponoć Lewandowski miał problemy z wejściem do samolotu – stewardessa nie chciała go wpuścić na pokład bo nie miał żadnych dokumentów.
Od tego czasu minęło parę lat, Lewandowski zgodnie z obietnicą stał się międzynarodową gwiazdą i jednym z najlepszych piłkarzy na świecie. Kosi teraz gruby hajs i bryluje na salonach. Wysłałem mu raz nawet kartkę na święta. I ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, odpisał! Konkretnie jedno słowo: „Spierdalaj!”.
Prezes Lato nie jest już prezesem, a sekretarz Kręcina – sekretarzem. Ale obydwaj lubią się spotkać od czasu do czasu i wypić jedną kolejkę. Albo kilkanaście.
Trener Smuda wrócił do pracy w polskiej lidze, trenuje różne kluby, raz jeden, raz inny, ale zawsze opierdala swoich aktualnych podopiecznych, że Adamiakowa by lepiej od nich zagrała, a oni w ogóle prezentują jedną wielką srakę.
A ja? Cóż, dalej pracuję. Co prawda już nie w hotelu, bo po tamtych wydarzeniach wypierdolili mnie stamtąd na zbity pysk, ale nie miał racji kierownik, że nie znajdę roboty nawet jako babcia klozetowa. Co to, to nie! Właśnie jakiś czas temu pani Jadzia pracująca w miejskim szalecie na dworcu kopnęła w kalendarz, a mnie, dzięki znajomościom i łapówie wręczonej pod stołem, udało się zająć jej miejsce. Pracuję zatem na ćwierć etatu w tym samym sraczu i kasuję od klientów złocisza za sikanie i dwa złocisze za kupę. Dodatkowo dorabiam sobie jeszcze, dilując drożdżówkami pod jedną ze szkół. Żyć, nie umierać!
Czasem wracam też wspomnieniami do pamiętnego meczu z Lewandowskim. I cieszę się ogromnie, że go wtedy ograłem i zmobilizowałem do pracy nad sobą. Kto wie, co by się stało, gdyby to on wtedy wygrał. Może by mu sodówka uderzyła do głowy, zacząłby za bardzo gwiazdorzyć i przepuściłby całą forsę w kasynie? Aż skończyłby w jakimś MKS Gnojnice i grał za worek ziemniaków i kiełbasę na grilla. A tak – proszę. Stał się kimś! I to pośrednio dzięki mnie!
I pomyśleć, że mogłem go wtedy ojebać nie 5:1, a 5:0. Niemal zachowałem czyste konto.
Niemal, bo w ostatnich sekundach Lewy jednak strzelił bramkę honorową.
Cóż. Następnym razem będę grać w normalnych butach, a nie w klapkach…

#pasta #pilkanozna #lewandowski #ekstraklasa

89/100 Mamy niedzielę, a…

89/100

Mamy niedzielę, a więc jest to czas na losowo pojawiającą się, cotygodniową okejkę transferową. Tym razem kluby Ekstraklasy są zajęte opalaniem się w tureckim Belek, więc ruchów transferowych mamy nieco mniej, tak więc nie ma potrzeby rozbijania materiału na dwa wpisy.

GÓRNIK ZABRZE – tutaj, z kronikarskiego obowiązku, należy jedynie odnotować, że na wypożyczenie do Pogoni Siedlce udał się Karol Jaksik, obrońca bez debiutu w Ekstraklasie.
JAGIELLONIA BIAŁYSTOK – najpierw o ruchu do klubu. Do Jagi dołączył Bartłomiej Wdowik, młody i perspektywistyczny zawodnik Odry Opole, specjalizujący się w bieganiu po lewej stronie boiska. Będzie miał tam sporo miejsca, gdyż Białystok na Turcję zamienił Guilherme. Brazylijczyk, mający pół roku do końca kontraktu, został sprzedany za 100 tysięcy euro do Konyasporu. Poza tym, miała miejsce standardowa rzecz, czyli wypożyczenie młodego do Wigier, padło na Mikołaja Wasilewskiego.
LECH POZNAŃ – i tutaj było grubo. Do Rubina Kazań przeszedł kapitan zespołu, Darko Jevtić. Szwajcarowi również zostało pół roku do końca kontraktu, już jesienią zapowiedział, że ten sezon będzie jego ostatnim w Kolejorzu, co było dosyć zaskakujące, bo akurat był podczas swojego okresu dobrej gry, zdarzającego się raz na kilkanaście miesięcy.
LECHIA GDAŃSK – kolejne odejście zawodnika, choć, tym razem, mało istotnego z punktu widzenia pierwszego składu. Do Włoch udał się Adam Chrzanowski, zamieniając Lechię na wicelidera serie B, Pordenone Calcio. Kibice polskiej piłki nie stęsknią się jednak za nim za szybko, gdyż Chrzanowski od razu został wypożyczony do pierwszoligowej Miedzi Legnica.
ŁKS ŁÓDŹ – na wypożyczenie do GKS-u Katowice odszedł Maciej Dampc, obrońca, który nie dał rady w rywalizacji z Sobocińskiej, więc nie nadaje się na grę na szczeblu centralnym w polskich rozgrywkach klubowych.
PIAST GLIWICE – z klubem pożegnał się Dani Aquino, czyli piłkarz, którego na pewno nikt z boiska nie pamięta, bo zagrał tylko jeden mecz, ale można go kojarzyć z przedsezonowych wypowiedzi ludzi z Piasta, którzy twierdzili, że ten wynalazek z III ligi hiszpańskiej będzie równie zajebisty, co odchodzący Joel Valencia. No nie udało się.
RAKÓW CZĘSTOCHOWA – na wietrzenie szatni w tym klubie załapał się Maciej Domański, z którym rozwiązano kontrakt, po to, by umożliwić mu wypłynięcie (prawdopodobnie) w Mielcu.
WISŁA KRAKÓW – zacznijmy od najdziwniejszego ruchu. Do Wisły, na zasadzie wypożyczenia, dołączył Nikola Kuveljić, serbski defensywny pomocnik, uważany w ichniej lidze za jednego z najlepszych pomocników. Problem w tym, że w Krakowie o miejsce w składzie będzie musiał walczyć z czterdziestoma konkurentami, bo tylu jest chętnych do gry w środku pola w tym klubie, w odróżnieniu do takich skrzydeł, gdzie na dwa miejsca jest jeden piłkarz. Być może będą oni ustawiani na każdej innej pozycji, bo klub już robi dla nich miejsce: odeszło dwóch napastników, czyli Denis Bałaniuk (rozwiązano kontrakt za porozumieniem stron, poszedł do Olimpiku Donieck, bo w Polsce nie mógł się odnaleźć xd) i Przemysław Zdybowicz (tu z kolei powrót na wypożyczenie do Bełchatowa) oraz jeden obrońca, czyli wypożyczony do BB Termaliki Marcin Grabowski.
WISŁA PŁOCK – tutaj mamy jedno odejście, mało znaczące, gdyż wypożyczony do Stali Stalowa Wola został młody napastnik, Adrian Szczutowski.

Nie ma nic złego w pasjonowaniu się polską piłką ʕ•ᴥ•ʔ

#ekstraklasajestokay #ekstraklasa #pilkanozna

85/100 Dzisiaj zaczynamy…

85/100

Dzisiaj zaczynamy serię o klubach, które kiedyś bywały w ekstraklasie dość często, czasami nawet z sukcesami, ale od jakiegoś czasu nie widać ich w tej lidze, a nawet na jej zapleczu. Przybliżymy wam ich dalsze losy i gdzie są teraz.

Na pierwszy ogień idzie Polonia Warszawa.

Współzałożyciel PZPN oraz Ligi Polskiej, dwukrotny mistrz Polski, dwukrotny zdobywca Pucharu Polski, zdobywca Superpucharu, Pucharu Ligi Polskiej oraz Pucharu Weszło. Wystąpiła w 31 sezonach najwyższej klasy rozgrywkowej, ostatni raz w sezonie 2012/13, kiedy to została zdegradowana za długi (gdy słynny przelew z Wiednia nie doszedł). Mimo zdobycia dość wysokiego jak na takie warunki 6. miejsca prowadzona sterami Piotra Stokowca Polonia została pozbawiona licencji i musiała zaczynać od IV ligi, grając na licencji MKS-u Polonii Warszawa, który zajmował się szkoleniem młodzieży.

Sezon ten był od tej pory jak na razie jedynym na tak niskim poziomie rozgrywek, bowiem drużyna prowadzona przez Piotra Dziewickiego, notabene byłego reprezentanta klubu z Konwiktorskiej, uzyskała awans do III ligi mając na koncie 25 zwycięstw jednocześnie wykorzystując potknięcia liderującemu wówczas Bugowi Wyszków.

Jednak następny sezon nie był już taki łatwy. Trenerowi Dziewickiemu podziękowano, a w ciągu sezonu Dumę Stolicy trenowało aż pięciu trenerów. Doszły do tego problemy finansowe, ale mimo to udało się utrzymać w lidze.

Sezon 2015/16 miał być przełomowy dla Polonii. Licencję od MKS-u wykupił Jerzy Engel, który założył nową spółkę Polonia Warszawa S.A. Plany były wielkie: były selekcjoner kadry narodowej obiecywał nowy stadion, stabilność finansową oraz powrót do ekstraklasy w ciągu pięciu lat. Niestety okazało się inaczej. Stadionu nie zbudowano, do ekstraklasy nie wrócono, a to nie wszystko. Wielu mu zarzucało, że stanowisko trenera przypisał swojemu kumplowi (Igorowi Gołaszewskiemu) oraz że załatwił ciepłą posadkę dla syna, który był w sztabie. Razem z nim miał faktycznie sterować drużyną Polonii.

Mimo awansu do 2. ligi (z której jednak po sezonie Polonia spadła) panu Engelowi podziękowano w 2017. Od tej pory Polonia gra sobie w III lidze, a nowym trenerem został Paździo.. ekhm Krzysztof Chrobak. Jednak sprawy się skomplikowały, gdy koncepcja Engela o wykupieniu praw do terenu od miasta upadła przez decyzję miasta, które chciało tam zbudować Młodzieżowe Centrum Sportu według własnego projektu. Po tym wydarzeniu główni akcjonariusze klubu m. in. Krystyna Bińska-Piechowicz pochodząca z rodu Potockich znacznie ograniczyli finansowanie klubu.

Sezon 17/18 zakończył się czwartym miejscem Polonii, a 18/19 szóstym. Niestety sytuacja klubowa stawała się coraz gorsza. Długi rosły, zobowiązania wobec piłkarzy tak samo. Nie pomogła zapowiadana budowa MCS-u, która zresztą i tak została zawieszona przez wiceprezydent Warszawy. Dodajmy do tego, że późniejszy prezes pobił się z kibicami, a jego następczyni unika rozmów z fanami Czarnych Koszul. Niestety i kibice dali ciała – ludzie się podzielili, każdy chce mieć „swój” pomysł na Polonię, w wyniku czego frekwencja na stadionie jest coraz mniejsza.

Jeżeli spółka wystartuje w rundzie wiosennej, można uznać to za cud. Jeżeli trzeba szukać jakichś dobrych informacji, to można uznać za taką MKS, który znów powołał drużynę seniorów, zaczynając grę od B-klasy. Ludzie chwalą pana Olczaka za dobre pomysły, więc kto wie, czy zobaczymy Polonię w ekstraklasie, być może nie za 5, ale 10 lat…

Nie ma nic złego w pasjonowaniu się polską piłką ʕ•ᴥ•ʔ

#ekstraklasajestokay #ekstraklasa #pilkanozna